Andy

czyli zapiski schizofrenika…

Szachy Taty

5 komentarzy

Mają, jak obliczyłem, co najmniej 64 lata (a na pewno więcej). Uratowane z piwnicy, przeżyły zalanie, ze zgubionymi przez siostrzeńców 5 figurami. Jakiś cwaniak chciał za dorobienie tych figur 200 zł (ciekawe, gdyby to były szachy Piłsudskiego ile by chciał, dziadyga jeden) – znalazłem dobrego fachowca, który dorobił mi je za 30 zł (o czym zresztą napisałem maila temu pierwszemu cwaniakowi, może trochę się opanuje w dojeniu ludzi). Szachownicę odnowił mi znajomy, rozebrał na części, wyczyścił, podkleił na nowo dekle sklejką modelarską, wstawił klin w pęknięcie itd., zapoliturował. Figury i ich renowacja to moja robota. Czyszczenie, malowanie czarnych figur, kilkunastokrotne politurowanie, podklejenie filcem (ze starego kapelusza, nabytego na targu staroci, taki filc akurat tu lepszy jest od tego syntetycznego używanego do decoupeage’u czy jak tam to się pisze). No i od wczoraj wróciły na dobre do życia. Szkoda, że nie umieją mówić, bo zastanawiam się czy i jak Ojciec woził je na rowerze ze swojej wsi do miasteczka, w którym skończył liceum (czy nosił pod rzemiennym paskiem z książkami) i czy to był ten komplet szachów, którym zremisował jako jedyny w symultanie z jakimś utytułowańcem, który przyjechał na pokaz gry szachowej (jak to wtedy się pisało). Raz z Tatą w moich licealnych czasach wygrałem, kilka razy zremisowałem, wielekroć dostałem łupnia (no dobra, jak teraz obejrzałem zapisy tych młodzieńczych partii, to gdyby nie dopadła mnie słynna ślepota szachowa, to może z jedną partię bym z Nim jeszcze wygrał). A grał tak jak sporo rzeczy w życiu bez zadęcia, trochę sceptycznie przyglądał się temu jak zacząłem wertować szachowe książki i analizować zapisy różnych partii. Twierdził, że nauczył się grać przez patrzenie (a w czasach wczesnej młodości Ojca, na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych, szachy były modne i nawet – nie bójmy się tego słowa – lansowane) – a nie z książek (choć tego głośno nie powiedział, pewnie nie chciał mnie zniechęcać). Potem już specjalnie nie graliśmy, na studiach nie było czasu (choć ograłem parę razy późniejszego prezesa ważnej spółki, przypomniało mi się, bo w gazecie niedawno opowiadał, że gra w brydża, a ja z kolei w brydża ani w ząb), potem praca i różne takie wykrętasy i dopiero teraz po latach okazuje się, że wczesne programowanie konikiem szachowym jednak zrobiło i robi  swoje…

Za kilka dni minie 5 lat od Jego śmierci.

szachyTaty1

szachyTaty2

szachyTaty3

Rżała na rżysku w Skarżysku do wody Borjomi Bergeraca (Cyrana de) zadurzona oberżynowa w bonżurce berżera, gdyż w Żyrzynie konsjerż za żyranta marżę po burżujsku w tużurku w oberży kotletem pożarskim (w warzywach) się obżera zamierzając pożegnalnie na żardinierze za żorżetą rżnąć hożą Żanetę (żywo albo żółwio) pod wygrzaną porzeczkową pierzyną, niezłej grzesznej rzagi, narzeczonej niewydarzonego doży żółkiewsko-żnińskiego, Brzetysława Brzytwobrzuchatego, sierżanta z Korsz i rzępoły z Fronty Morgues, nie zważając na zagrożenie wybatożeniem rzyci pod Batohem brzeszczotami ze świerzopu na rzeszocie z Brzeszcz albo i z Brzyskorzystewka.

Szpila dla pana H.

3 komentarzy

szpila_wudu

W pewnym bardzo przyjemnym antykwariacie zobaczyłem toto, ponoć w czasie nalotów niemieckich na Anglię Brytyjczycy zrobili dla dzieci taką zabawkę ;-) Nawet jak to wymyślone, to i tak niezłe.

Dla majsterkowiczów z zespołem niespokojnych rąk info: szpile w prezentowanym egzemplarzu zamontowane są na stałe!

Szedłem szybko Stawkami na przystanek autobusowy. Wieczór był mroźny. Jakaś czterolatka wbiegła mi prosto pod nogi – tak jak to dzieci potrafią, oglądała się na rodziców idących z tyłu. Złapałem ją za ramiona, spionizowałem i oszołomioną trochę zderzeniem pogilgałem pod pachą i powiedziałem jej żartem, że ją złapałem (jakby nie wiedziała). No i poszedłem sobie. Ale po chwili dobiegł mnie z tyłu głosik, trochę zdziwiony, trochę zadowolony: „Jakiś Mikołaj!”. Obejrzałem się, chwytając spojrzenie rozbawionej mamy i jej pytanie: „Mikołaj?”. No i co było robić w zaistniałej sytuacji, droga redakcjo? Ano potwierdzić: „Mikołaj! Mocno spóźniony!” ;-)

W autobusie zastanawiałem się jakie też cechy spowodowały, że młoda główka skojarzyła mnie z tym zacnym świętym. Obstawiłem wąsy…

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Andy Design by SRS Solutions

  • RSS