Andy

czyli zapiski schizofrenika…

Starsza kobieta, sprzątaczka, myje schody w pewnym bloku. Nadchodzi lokatorka z kilkuletnim synem. Chłopiec (nauczony pewnie przez babcię albo przedszkolankę, choć tego nie wiem) mówi kobiecie „Dzień dobry”. Ta odpowiada mu prostując trochę plecy. Matka syczy nawet niespecjalnie ściszając głos do dziecka tonem pretensji: „Nie mów dzień dobry! To jest nikt!”.

Pytanie do PT Publiczności: Co matka tego chłopca ma w głowie?

Super dudi!

3 komentarzy

Ukazał się znienacka wieczorową porą, na wystawie sklepowej Domów Centrów, skromnie bo nie od Marszałkowskiej ale od mojego ulubionego Pasażu Wiecha – no zobaczcie sami wykapany SUPER DUDI!

Super dudi

PS. Ci co trochę liznęli trochę angielskiego niech się nie czepiajom szczegułóf… No i ubranie dudiego nie jest drogie ;-)

Więc dear dudi wyczytałem w wywiadzie z Józefem Henem, że rocznie można przeczytać do 150 książek (i to – jak zaznaczył – porządnie je czytając, nie kartkując. I zadał cios łaski twierdząc, że przeczytał w życiu jakieś 6 tysięcy książek (a czytał od małego, zwłaszcza historyczne). No i natychmiast sobie przypomniałem to co napisałeś kiedyś o plecach, nie powiem, człek jest próżny itd. A tu dziadzio kubełek zimnej wody wylał na manie przypominając mi jak przez miasto rodzinne przejechał Wyścig Pokoju – długo czekaliśmy, potem przepedałowałą błyskawicznie chrzęszcząca kołami i łańcuchami masa ludzko-rowerowa, nie dało się nikogo zidentyfikować, a co dopiero Szurkowskiego czy innego Magierę, potem jakieś samochody z obsługi, motocykle, milicja i  inne takie. A na końcu przejechał stary poczciwy Jelcz z dużym napisem „Koniec wyścigu”. I wszyscy jak na komendę rozeszli się na wszystkie strony (z woja jak nas wypuszczali to pamiętam też takie rozejście się – ale trochę inne, bo kolumna porządnie maszerowała, no może trochę przyspieszając ku wolności, i na wysokości bramy – „Od czoła rozejść się” wydarł się całkowicie zbytecznie jakiś służbista – wszystko rozlazło się anarchistycznie a inteligentnie prawie na wszystkie strony (bo do koszar to nieee!), co z tego, że w mundurach!  Bałagan był aż miło było popatrzeć na tej Obornickiej. No dobrze, ale wracając do naszych baranów to trochę łyso mi się zrobiło, bo poczułem się tak jakby trochę za rufą jechał mi ten Koniec wyścigu.

A swoją drogą to tego Hena coś trzeba skonsumować bo aż wstyd…

Szachy Taty

5 komentarzy

Mają, jak obliczyłem, co najmniej 64 lata (a na pewno więcej). Uratowane z piwnicy, przeżyły zalanie, ze zgubionymi przez siostrzeńców 5 figurami. Jakiś cwaniak chciał za dorobienie tych figur 200 zł (ciekawe, gdyby to były szachy Piłsudskiego ile by chciał, dziadyga jeden) – znalazłem dobrego fachowca, który dorobił mi je za 30 zł (o czym zresztą napisałem maila temu pierwszemu cwaniakowi, może trochę się opanuje w dojeniu ludzi). Szachownicę odnowił mi znajomy, rozebrał na części, wyczyścił, podkleił na nowo dekle sklejką modelarską, wstawił klin w pęknięcie itd., zapoliturował. Figury i ich renowacja to moja robota. Czyszczenie, malowanie czarnych figur, kilkunastokrotne politurowanie, podklejenie filcem (ze starego kapelusza, nabytego na targu staroci, taki filc akurat tu lepszy jest od tego syntetycznego używanego do decoupeage’u czy jak tam to się pisze). No i od wczoraj wróciły na dobre do życia. Szkoda, że nie umieją mówić, bo zastanawiam się czy i jak Ojciec woził je na rowerze ze swojej wsi do miasteczka, w którym skończył gimnazjum (czy nosił pod rzemiennym paskiem z książkami) i czy to był ten komplet szachów, którym zremisował jako jedyny w symultanie z jakimś utytułowańcem, który przyjechał na pokaz gry szachowej (jak to wtedy się pisało). Raz z Tatą w moich licealnych czasach wygrałem, kilka razy zremisowałem, wielekroć dostałem łupnia (no dobra, jak teraz obejrzałem zapisy tych młodzieńczych partii, to gdyby nie dopadła mnie słynna ślepota szachowa, to może z jedną partię bym z Nim jeszcze wygrał). A grał tak jak sporo rzeczy w życiu bez zadęcia, trochę sceptycznie przyglądał się temu jak zacząłem wertować szachowe książki i analizować zapisy różnych partii. Twierdził, że nauczył się grać przez patrzenie (a w czasach wczesnej młodości Ojca, na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych, szachy były modne i nawet – nie bójmy się tego słowa – lansowane) – a nie z książek (choć tego głośno nie powiedział, pewnie nie chciał mnie zniechęcać). Potem już specjalnie nie graliśmy, na studiach nie było czasu (choć ograłem parę razy późniejszego prezesa ważnej spółki, przypomniało mi się, bo w gazecie niedawno opowiadał, że gra w brydża, a ja z kolei w brydża ani w ząb), potem praca i różne takie wykrętasy i dopiero teraz po latach okazuje się, że wczesne programowanie konikiem szachowym jednak zrobiło i robi  swoje…

Za kilka dni minie 5 lat od Jego śmierci.

szachyTaty1

szachyTaty2

szachyTaty3

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Andy Design by SRS Solutions

  • RSS