Andy

czyli zapiski schizofrenika…

Od dłuższego czasu sprzedaję jakiś drobiazg na OLX (a właściwie usiłuję sprzedać). Jak ktoś się wreszcie tym zainteresował, to następnego dnia zadzwonił z przeprosinami, że „mąż kupił”. No i wreszcie w jakąś środę nadeszło pytanie gdzie i kiedy można odebrać przedmiot (istotny szczegół – babka nadaje z telefonu, a ja piszę maile na jej telefon). Piszę, że na rogu Tej i Tamtej po ofnastej w czwartek. W czwartek pisze ona, że w piątek, a w piątek, że w sobotę. W tzw. międzyczasie dzwonię do niej żeby się umówić jak człowiek – nie podnosi telefonu, ani nie oddzwania. W sobotę przychodzi info, że „dziś nie da rady” i zadzwoni w niedzielę. Na to ja nie zastanawiający się długo odpisuję, podirytowany tym ZDJ (zespołem dnia jutrzejszego), że ze względów religijnych nie odbieram telefonów w niedzielę. I zaległa upragniona cisza. I tym sposobem jestem uboższy o 20 złotych, ale mam to co sobię cenię – BZD (brak zawracania dupy).

K. Kettu: Ćma
A. Sapkowski: Wiedźmin (komiks) (niech wybaczy mi dwóch rysowników, których nazwisk jako autorów nie zapisałem)
W. Dalrymple: Dziewięć żywotów. W poszukiwaniu świętości we współczesnych Indiach (historie wyznawców różnych religii, ciekawe)
Historia i fantastyka. A. Sapkowski rozmawia z S. Beresiem
J. Iwaszkiewicz: Piegi na katar. Salony Jerzego Iwaszkiewicza (felietony z Vivy, smakowicie plotkarskie, hłe hłe)
L. Bond: Kocioł
A. Chruszczyński: Geniusz grafomanii. Rzecz o Antonim Ferdynandzie Ossendowskim
O. Steinhauer: Wszystkie stare noże
L. Pańków: Bloki w słońcu. Mała historia Ursynowa Północnego
T. Zalewski: Inne Stany. Czym różnią się od nas Amerykanie
Mecz o mistrzostwo świata w szachach Kasparow-Karpow, Sewilla 87
W. Hort, W. Jansa: Wmiestie s grossmiejstierami
J. Mowll: Operacja Czerwone Jerycho (starata czasu, ilustracje ładne)
P. Bojarski: Arcymistrz (kryminał z Alechinem w tle w przedwojennym Poznaniu)
A. Muszyński: Podkrzywdzie (nie skumałem, mimo pochwał Nogasia)
M. Litmanowicz: Moja przygoda z szachami
G. Spence: Jak skutecznie przekonywać … wszędzie i każdego dnia
G. Kasparow: Mecz o mistrzostwo świata
S. Lem: Pamiętnik znaleziony w wannie
D. Bieńkowska: Wesprzyj się na mnie (znaleziona w piwnicy wcale nie okazała się knotem)
S. Lem: Katar
J. Przewoźnik: Kasparow-Karpow. Mecz piąty, Nowy Jork – Lyon 1990
S. Lem: Kongres futurologiczny
Ph. Roth: Lekcja anatomii (swoją drogą marketingowo ciekawe – powieść o kryzysie twórczym pisarza)
M. Zatiejew: S.O.S. z głębin. Wspomnienia dowódcy okrętu podwodnego
D. Hammer, P. Copeland: Geny a charakter. Jak sobie radzić z genetycznym dziedzictwem?
J. Janiszewski: Kto ma w Polsce HIV? Epidemia i jej mistyfikacje
Ph. K. Dick: Ubik
D. I. Kertzer: Papież i Mussolini. Nieznana historia Piusa XI i rozkwitu faszyzmu w Europie (b. dobra, autor dostał Pulitzera, wzajemne tańce i dąsy Kościoła i faszyzmu)
K. Mroziewicz: Indie. Sztuka władzy
Rzeźbienie państwa prawa. 20 lat później. Ewa Łętowska w rozmowie z Krzysztofem Sobczakiem
K. Kąkolewski: Co u pana słychać?
J. Nejsztad: Szachmatnyj uniwiersitet Paula Kieresa (b. dobre – akurat dla mnie, wszystkiego po trochu)
S. Lem: Obłok Magellana
G. Soros: Bańka amerykańskiej supremacji (wali autor w Busha aż miło!).

Teraz

9 komentarzy

jakiś mędrol z bloga.pl cos pozmieniał w generalnym lejaucie że w ogóle to jest do dupy nie podobne…

Kartka z podróży IX

1 komentarz

ireland

Joyce, Ulisses (Molly Jakaśtam), Cork, Belfast, Derry, IRA (Gerry Adams), Maze, „kocham cię jak Irlandię”, zielone piwo, św. Patryk, ziemniaki, głód w 1856 chyba (zaraza ziemniaczana czy nieurodzaj), Bobby Sands (głodówka więźnia politycznego), Drogheda (papież tam), no i oczywiście piękne wspomnienie z dotyczące kawy z Irish whisky, „na imię ci Irish”, druidzi, okropny język celtycki, tańce szalone ze stepowaniem w miejscu, pewien fajny prokurator, gliniarze z filmów hamerykańskich (albo Polaczki albo Irole, no chyba że Makaroniarze)… No i limeryki (od Limerick)…

Przecież to, k…a, w ogóle podstawa kindersztuby!

To na serio wypowiedziane zdanie usłyszałem z zaplecza dyżurki pewnej komendy policji…

Przypomniał mi się cytowany  często przez majora (z dobrze udawaną charakterystyczną chrypą) Himilsbach: Kultury więcej, k…a, kultury!

Wsiadałem akurat na rower przy psim schronisku na Paluchu i w pewnym momencie zacząłem specjalnie przy nim marudzić. Otóż zobaczyłem jak jedna z pracownic schroniska trochę do nastolatki z mamą, trochę do psa który łasił się do nich – wygłasza – nie wiem co – pożegnanie, zalecenia, monolog… Bo było to odprowadzenie właśnie adoptowanego psa! „No Amisiu, udało ci się, trafiłeś do zielonej dzielnicy. Uważaj tam na siebie…. (Głask po łepetynie) I niech panie w lesie z nim lepiej nie spacerują… Ludzie puszczają tam amstaffy, mieliśmy takie historie i kilku psów już tak się pozbyliśmy… I w ogóle proszę uważać, bo on uciekinier jest (tu trochę jakby potwierdzające merdanie ogonem nastąpiło). No tak, i łasuch też jest (schrupał tu, jak sama nazwa wskazuje, jakiegoś psiego chrupka). No to chodź, odprowadzimy cię, samochód panie mają? No to do samochodu. Może być niechętny, ale damy radę!”. No i tu uformowała się procesja odprowadzająca Amisia – jak policzyłem 10 osób (9 kobiet i facet z rowerem zamykający pochód niżej podpisany). Amisia (rasa multi kulti, ciemny włos w jasnym brzuszkiem) trochę zżerała trema albo nie lubił wchodzić po schodach, bo trochę przyhamował i niezbyt chętnie na nie wstąpił (no, ale nie dziwmy się – mało który facet w obliczu dziewięciu kobiet żywo nim zainteresowanych trochę by się nie spietrał). Ami został wzięty na ręce i tak wleźliśmy po schodach i zaraz za nimi, żeby nie peszyć świeżego adopciaka procesja pożegnała się i rozeszła trochę popatrując za sierściuchem.

PS. A ten facet był chyba elementem giendiernowo bałansa!

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Andy Design by SRS Solutions

  • RSS